Prace konkursowe

niedziela, 18 listopada 2012
Autor: Ola_83, blog: Literacki zakątek

"Nikomu nie życzę źle. Nie umiem. Nie wiem, jak się to robi"
Janusz Korczak

Mamy rok Janusza Korczaka. Co to oznacza w praktyce? Z tego co zauważyłam do prasy fachowej przysyłanej do szkół, pojawiają się plakaty przedstawiające osobę Doktora, propozycję lekcji, prelekcji itd. Cieszy mnie przypomnienie tej osoby, jakby zapomnianej przez ostatnie lata. Corocznie staram się na swój sposób uczcić obchody. Joanna Olczak- Ronikier napisała niezwykłą biografię - "Korczak Próba biografii. Za pomoc służył jej przede wszystkim pamiętnik Doktora, w którym nakreślił plan autobiografii oraz wydana zaraz po wojnie książką jej matki- Hanny Mortkowicz - Olczak, która znała Korczaka osobiście, bowiem Mortkowiczowie  byli wydawcami książek Doktora i często bywał u nich w domu.

Znając tragiczny finał życia Korczaka, można zastanawiać się, dlaczego tak zdecydował. W końcu Niemcy dawali mu szansę ocalenia, on jednak nie zostawił swoich dzieci...poszedł z nimi. Ta książka rozwiewa wszelkie wątpliwości. Korczak nie mógł postąpić inaczej, teraz to zrozumiałam i wiem,że to była jedyna słuszna decyzja.

Nigdy nie ułożył sobie osobistego życia, nie założył rodziny, nie związał się z nikim na stałe, odludek, sceptyk, racjonalista, mason. To dosyć znane fakty z jego życia. Należy pamiętać, że stworzył niezwykły system wychowawczy, który funkcjonował w prowadzonych przez niego sierocińcach (jak choćby sądy dziecięce). Początkowo pełen entuzjazmu, który stopniowo zaczął gasnąć wraz z nadejściem I wojny światowej. Pierwsze problemy, bieda, trudności w zapewnieniu dzieciom podstawowych warunków do życia nasiliły się w czasie II wojny, a sam Korczak popadał w stany depresyjne. To co mnie uderzyło, to jego samotność w tłumie. Najbliższa współpracownica - Stefania Wilczyńska,  z którą przez lata prowadził Dom Sierot nie potrafiła nawiązać z nim bliższych relacji. Książka Olczak - Ronikier jak sam tytuł wskazuje jest próbą biografii, autorka pozostawia czytelnikowi miejsce na własną refleksję i domysły. Nie wnika w psychikę Doktora, to można samemu wyczytać z fragmentów Pamiętnika. Pozwala jednak poznać nam go lepiej. Nie koloryzuje, pokazuje słabości i to jeszcze bardziej pozwala dostrzec jego wielkość. Co spowodowało taki wybór drogi życiowej - być może wyrzuty sumienia. Nienarodzone dziecko, które miał przypadkową dziewczyną?

Olczak-Ronikier zarzucane są zbyt rozległe opisy wydarzeń historycznych, w pewnych momentach rzeczywiście zaburzają tok biografii, ponadto charakterystyka masonerii też pozostawia wiele do życzenia, jednak te drobne wpadki nie zaniżają mojej oceny książki.

Zachęcam Was do obchodów roku Janusza Korczaka. Może przeczytanie biografii jest dobrym sposobem?

Joanna Olczak-Ronikier
Korczak
Próba biografii
Wyd. W.A.B. 2011 r.

Następnym razem zaproszę Was do XIX -wiecznych dworków ziemiańskich. Jeśli macie ochotę poznać zwyczaje mieszkańców to zapraszam do Literackiego Zakątka:-)

Autor: Małe kruki, blog: Małe kruki

ilustracje Marianna Oklejak
Wydawnictwo W. A. B., 2011
książka dla dzieci w wieku 8+

Wyróżnienie graficzne w konkursie „Książka Roku 2011″ Polskiej Sekcji IBBY.

„Król Maciuś Pierwszy” to powieść dla dzieci i o dzieciach, ale dużo miejsca poświęca dorosłym, których rozlicza z egoizmu i nieuczciwości. W dzisiejszych czasach nikogo to nie dziwi, pamiętajmy jednak, że książka powstała w 1923 roku i wtedy z pewnością bulwersowała. Nie tylko odbrązowieniem dorosłych, ale także ideą, aby dzieciom oddać głos, traktować po partnersku i z godnością. To przecież czasy, kiedy dorośli chórem wołali „Dzieci i ryby głosu nie mają”, a korczakowskie: „Nie ma dzieci – są ludzie” było prawdziwą rewolucją.

Kiedy Janusz Korczak pisał „Króla Maciusia Pierwszego”, był już znanym lekarzem, pisarzem i publicystą, a przede wszystkim wychowawcą. Od 11 lat prowadził Dom Sierot dla dzieci żydowskich w Warszawie. Niezwykły dom, który przygotowywał do życia w dorosłym świecie, a Korczak miał nadzieję, że będzie to świat, który uzna dziecięcą niezależność i podmiotowość. Marzenia te znajdziemy w „Królu Maciusiu Pierwszym”, powieści o państwie, które miało być krainą szczęśliwego dzieciństwa. Gdy umarł stary król, jego dziesięcioletni syn, Maciuś, odziedziczył koronę. Choć tak mały, nie pozwolił, żeby ministrowie podejmowali za niego decyzje, a gdy wybuchła wojna, zamiast obserwować ją z sali tronowej, poszedł walczyć. Gdy szczęśliwie zawarł pokój, zabrał się za zmiany w państwie. Rozdawał dzieciom czekoladę, budował im ogrody zoologiczne, huśtawki, domy na wakacje i przekonany, że dzieci mają prawo głosu, założył dziecięcy sejm i gazetę. Jednak z czasem państwo zaczęło źle funkcjonować i w wyniku intryg dorosłych wybuchła kolejna wojna. Niestety, osłabione państwo nie miało siły się bronić, a Maciuś został podstępem wzięty do niewoli, niesprawiedliwie osądzony i perfidnie oszukany. Zwycięzcy królowie postanowili, że skażą go na śmierć, ale w ostatniej chwili odeślą na wygnanie. Wszystko po to, aby małego króla upokorzyć i poniżyć przed poddanymi, gdy z krzykiem i płaczem będzie szedł, myśląc, że na śmierć. Jak się jednak pomylili, jak nie znali jego męstwa i odwagi. Maciuś wyrok przyjął ze spokojem i z godnością. Był piękny, słoneczny dzień, ludzie stali na ulicach i w milczeniu żegnali małego króla. Maciuś szedł z podniesioną głową, bez rozpaczy i ani jednej łzy, całą drogę, aż na koniec miasta, na plac, gdzie czekał dół i pluton egzekucyjny. I chociaż rzczywiście w ostatniej chwili przyszło ułaskawienie, nie takiego chcielibyśmy zakończenia. Tym bardziej, że po latach równie okrutnie los obszedł się z Korczakiem i jego dziećmi, a ich marsz na Umschlagplatz tak bardzo przypominał drogę Maciusia za miasto.

„Król Maciuś Pierwszy” to od początku smutna i trudna lektura. Nie unikajmy jej jednak, bo we współczesnych książkach dla dzieci bardzo brakuje małych-wielkich bohaterów. Myślących i troszczących się o innych, odpowiedzialnych i konsekwentnych, takich dla których honor ma wartość większą niż życie. To prawda, że ostatnie strony czyta się ze ściśniętym gardłem, ale Maciusiowa zgoda na śmierć sprawia, że i czytelnik przeciwko niej się nie buntuje. Smutny nastrój książki łagodzą też bajkowe ilustracje Marianny Oklejak. Ciepłe, pastelowe kolory wnoszą spokój i potwierdzają, że coś się jednak udało zrobić dla dzieci, a wojna nie zniszczyła wszystkiego. Chociaż Maciuś przegrał, Korczak przegrał, to klęska była pozorna. Korczakowska idea praw dziecka odrodziła się po wojnie i marzenia zaczęły się spełniać.

Autor: Filomena Dostojewska, blog: Korczakiem być...

Historia praw dziecka zaczęła się na przełomie XIX i XX wieku, jednym z prekursorów, który zwrócił uwagę na prawa dzieci był Henryk Goldszmit znanego pod pseudonimem Janusz Korczak, a także, jako „Stary Doktor”. Jego credo pedagogiczne brzmiało „nie ma dzieci-są ludzie”. Z zawodu był lekarzem, wychowawcą z powołania podporządkowując swoje życie, rezygnując świadomie z założenia rodziny twierdząc, że „za syna wybrał ideę służenia dziecku i jego sprawie” . Jego postanowienie znalazło odzwierciedlenie w postawie, zaangażowanie i działalność na rzecz sierot do końca swoich dni. W 2012 roku będziemy obchodzić 70 rocznice tragicznej śmierci Janusza Korczaka w nazistowskim obozie w Treblince, a także mija 100 lat od założenia Domu Sierot w Warszawie przy ul. Krochmalnej, w której opracował idee pedagogiczne, jakimi ludzie dorośli powinni kierować do dziecka. Podkreślał, że dziecko jest podmiotem, jest człowiekiem, ma swoją godność swoje prawa, jest partnerem w naszych relacjach. Janusz Korczak uważał, że „dziecko kojarzy i rozumie jak osoba dorosła- nie ma tyko ich bagażu doświadczeń, ale to nie jest wystarczające by praw dziecka pozbawiać.”  Stary doktor podkreślał, że dziecko żyjące w świecie dorosłych jest od nich niewolniczo zależne, a tym samym wskazywał, że pozycja dziecka jest gorsza od pozycji dorosłego. Dorośli wychodzący z tej pozycji często wykorzystywali swoją przewagę nad dzieckiem, naruszając ich godność poprzez przemoc, gwałty, traktując, jako swoją własność czyniąc jemu nieodwracalną krzywdę. Jednocześnie podkreślając, że mimo tych naruszeń, jakich dokonywali, nie mogli odebrać godności, która jest trwale przypisana do każdego na każdym etapie jego rozwoju, a tym samym staje się uniwersalnym prawem do posiadania praw bez względu na wiek, wyznawaną religię, narodowości i rasy. Dlatego też Janusz Korczak domagał się, by uznano, że dziecko jest pełnowartościowe od momentu narodzin,.  Korczak miał w sobie wiele empatii w stosunku do dzieci, na które patrzył i a czasem ma się wrażenie jakby czuł, co one czują w swoich serduszkach, dlatego zawsze stał po stronie dzieci, bronił ich a także stał się ich przedstawicielem w świecie dorosłych. Ustanowił ich prawa i domagał się wdrożenia w życie. Walczył o prawa dzieci do szacunku, do miłości, do niewiedzy, niepowodzeń i łez, a także do upadków, własności, do posiadania tajemnic, radości, rozwoju, zabawy, pracy, sprawiedliwości etc. Do każdego opracowanego prawa opracował, czego te prawo dotyczy, ze wskazówkami i radami. W prawie do szacunku podkreślał dobre traktowanie dziecka, poszanowanie jego godności. W prawie do niewiedzy radził żeby dorośli byli cierpliwi i wyrozumiali wobec niekończących się pytań dziecka. W prawie do niepowodzeń i łez proponował nie karania dziecka z jego niepowodzenia, ale nauczenie go jak można swoje błędy i niepowodzenia naprawić. W prawie do posiadania tajemnic uczulał na ich tajemnice, aby dorośli je szanowali i respektowali, a gdy uchyla rąbka tajemnicy, szanując to, uczymy ich swoją postawą, że są sprawy, o których nie mówi się ze wszystkimi. Te prawa i wiele innych mają postać normy wychowawczej, nakazu społecznego, które mają miejsce w sytuacjach wychowawczych między dorosłym a dzieckiem, dlatego też idąc korczakowską droga praw dziecka oznacza być z dzieckiem, obserwować go cały czas, rozmawiać z nim, szanować je, zrozumieć, wysychać je i wsłuchać się w nie, czyli być cały czas otwartym na dziecko. W kontaktach z dzieckiem niezbędną jest empatia, a przede wszystkim umiejętność uczenia się od dzieci, wysłuchanie sygnalizowanych przez nie potrzeby i podejmowanie działań mających na celu zaspokojenie tych potrzeb. Pokazał ich wyjątkowość mimo tego, że „dzieci różnią się od dorosłych, w ich życiu czegoś brak, a czegoś jest więcej niż w naszym.” 

Mimo, że upłynęło tyle lat od głoszonych korczakowskich praw dziecka, to nie straciły na swojej atrakcyjności i unikatowości, mimo, że większość praw zostały wpisane w Polską Konwencje Praw Dziecka przyjęte przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych 20 listopada 1989 roku, to jeszcze wiele zostało do naprawy w przywróceniu godności dziecka. Dziecko nie jest obojętne na niedostatki, jakie mają dorośli, wrażliwe w swej naturze, dzieli troski rodziców, wszelkie braki materialne, porównuje własne ubóstwo z dostatkiem innych dzieci, dziecko ma dużo potrzeb, życzeń i pokus. My dorośli powinniśmy stać na straży, by zostały one w jakimś stopniu spełnione, żeby nie odczuwało, że jest ciężarem, że nam przeszkadza czy nie spełnia naszych oczekiwań, nie zdając sobie może do końca sprawy, że dziecko czuje wszystkie sygnały werbalne i niewerbalne, które mówią do niego o nim. Wszystkie jego dziecięce rany pozostawiają po sobie blizny na całe życie. Skaleczony paluszek szybko się zagoi, ale rozdarta dusza i zranione serce pozostanie. Korczak również uczy nas jak powinna wyglądać bezinteresowna rodzicielska miłość, że nie jest ona zasługą, za którą żąda się zapłaty w postaci wdzięczności czy też wychowywać tak, aby spełniały nasze niespełnione ambicje czy też, aby otoczenie nic złego nie powiedziało. Chce abyśmy wyrzekli się własnego egoizmu, własnych usprawiedliwień za klapsa, bo przecież nas też bito. Czy już zapomnieliśmy jak wtedy czuliśmy się, że to nas boli i rani. Czyżby taka mamy krótką pamięć, czasem trzeba spojrzeć wstecz i na siebie krytycznym okiem, aby nie powielać błędów swoich rodziców, nie zarzucać im własnych niepowodzeń, dlatego też musimy pracować nad sobą, starać się zmienić, zmienić swoje nawyki a nie tylko kontrolować, krytykować czy strofować nasze dzieci, naszych wychowanków. Ono dobrze wie, co mu jest potrzebne, tylko trzeba mu zaufać, tak, jako ono ufa nam, mimo, że bezbronne, ale nie, dlatego że takie właśnie jest.

Patrząc oczami Korczaka osoby zajmujące się doborem kadry pedagogicznej, powinny bardziej zwracać uwagę na kandydatów na przyszłych wychowańców, które powinny mieć odpowiednie kwalifikacje i odpowiednie podejście do najmłodszych członków społeczeństwa. Bowiem dobry wychowawca różni się od złego ilością popełnianych błędów oraz krzywd i trzeba zrobić wszystko by temu przeciwdziałać . Poza tym proponował system zachęt i trzy zasady wychowawcze tj. współgospodarzenie, współzarządzanie oraz oddziaływanie opinii społecznej dzieci, organizowanie kółek zainteresowań, galerii, samorządu dziecięcego oraz sądów koleżeńskich, które maiły rozstrzygać zatargi, a zarazem uczyć odpowiedzialności i empatii. Na polu szkolnym jest jeszcze wiele do zmiany. Do tej pory poprzez media dochodzą do nas informację, jak niektórzy nauczyciele i wychowawcy naruszają godność dziecka, stosując przemoc emocjonalną a niekiedy przemoc fizyczną. I tutaj poruszamy ważna kwestię tacy nauczyciele, wychowawcy mają tylko kwalifikacje, uprawnienia, jakie uzyskali po ukończeniu szkoły wyższej, ale jak się okazuje jest to niewystarczające. Dlatego też Korczak uczulał na ten fakt, bo taki nauczyciel kończąc nawet najlepsze uczelnie w kraju z zakresu pedagogiki, a nie ma podejścia do dziecka, nie lubi ich, to już to go dyskwalifikuje, aby z nimi pracować i podjąć trud wychowawczy. Trzeba tutaj zwrócić uwagę, ze takich przepadków nadużyć może być więcej, tylko nie są one nagłośnione, nie wiemy o nich, a nawet trudno to nich dotrzeć. Nie od dziś wiadomo, że środowisko nauczycielskie jest hermetyczne i trudno do niego dotrzeć, a ono także ze sobą rywalizuje, a zarazem siebie nawzajem kryje. Trudno mi uwierzyć, w takich przypadkach, że inni nauczyciele nie wiedzieli o niegodziwym zachowaniu wobec ucznia, albo nie słyszeli od niego samego lub zaufanych jego kolegów, co w ich klasie, szkole się dzieje. Można zrozumieć, że trudno czasem w to uwierzyć, ale to nie zwalnia nas z obowiązku zweryfikowania tej informacji, którą nam w zaufaniu powierzono. Bo mimo, przeciwności to obowiązkiem wychowawcy-nauczyciela jest stać na straży by nic złego i destrukcyjnego nie dotknęło jego podopiecznych. Każdy właściwie wychowaca-nauczycieli powinien być takim Korczakiem, który walczy i respektuje ich prawa. Jestem przekonana, że dzieci wyczuwają takich nauczycieli-wychowców, lgną do nich, ale także mają dla nich zrozumienie i szacunek, nawet, jeśli im coś się nie uda, bo wiedzą, że mieli dobre intencje, że taki nauczyciel-wychowawca ich przeprosi, podziękuje. Przykro mi o tym pisać, ale jeśli w szkole stosowany jest mobbing wobec ucznia, nawet znajdzie się nauczyciel, który będzie chciał go ochronić, to często ten nauczyciel staje się również ofiarą systemu szkolnych mobbingujących kolegów z pracy. Wcześniej podkreślałam, że środowisko nauczycielskie jest bardzo hermetyczne, można powiedzieć, że wśród nauczycieli panuje niezdrowa atmosfera, która pośrednio przenosi się na ich uczniów, jest jak plaga, choroba, która rozprzestrzenia się i trudno ją wyleczyć. Nauczyciel korczakowski musi mieć odporną psychikę, gdyż ma bardzo dużo pracy by taką atmosferę zmienić, co trudne jest, gdy jest w mniejszości lub też jest młodszym wiekowo od swoich współpracowników. Nie znam osoby, która nie wspomina w swoim życiu nauczyciela, który ich gnębił, ale także nauczyciela korczakowskiego, którego wspomina z sentymentem do tej pory. I to jest takie maleńkie światełko nadziei, ze tacy nauczyciele są, walczą o prawa dziecka, okazując swoje ciepło i życzliwość. Mimo, tego, myślę, że jeszcze długa droga by wypracować zmiany w systemie szkolnym, w sposobie zatrudniana kadry pedagogicznej, kontroli tych szkół i nauczycieli, a jednocześnie powinno być zadaniem by nadal uczyć się od Korczaka lepiej poznać, zrozumieć, mądrzej wychować nasze dzieci, rozwijać z nimi lepsze relacje i wspólnie budować ich przyszłość. Nie możemy tracić wiary i młodzieńczego w pewien sposób zapału, że to nam się uda i trzeba o to walczyć, a nawet poświęcić życie. Dlatego wielokrotnie przypomina mi o tym, choćby napis na warszawskich murach, którego niepozorna prosta treść, zawiera w sobie ukryty sens, który może być nam w tym przypadku przewodnikiem, aby wciąż pracować nad sobą i nie zapomnieć ile jeszcze mamy do zrobienia i tym akcentem zakończę moje rozważania hasłem: Byliśmy młodzi, o coś nam chodziło…


Bibliografia:

  1. Jaworki M., (1973). „Janusz Korczak”. Warszawa. 
  2. J.Korczak., (1918). „Jak kochać dziecko”. Warszawa. 
  3. J.Korczak.,(1978). „Pisma wybrane” tom I, rozdz. „Prawo dziecka do szacunku"
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5