Prace konkursowe

sobota, 25 sierpnia 2012
Autor: malutka_ska, blog: Ad futuram rei memoriam...

AUTOR:
Janusz Korczak
TYTUŁ:
Pamiętnik i inne pisma z getta
WYDAWNICTWO
W.A.B.
LICZBA STRON:
304

Są ludzie, którzy rodzą się po to, by pomagać innym. Ich ofiarność względem drugiego człowieka zazwyczaj pozostawia trwały ślad, którego nie sposób zatrzeć. W czasach II wojny światowej, kiedy pomoc drugiemu człowiekowi była na wagę złota, nie zabrakło ludzi dobrej woli. Do nich właśnie należał Henryk Goldszmit, którego po dziś dzień znamy jako Janusza Korczaka. W sierpniu bieżącego roku minęło 70 lat od czasu jego „ostatniego spaceru" ze swoimi podopiecznymi. Był to pochód niezwykły, bo na jego końcu czekała okrutna śmierć w Treblince. By uczcić pamięć o Januszu Korczaku, Wydawnictwo W.A.B. postanowiło stworzyć zbiór najważniejszych zapisków sporządzonych przez Starego Doktora. W ten sposób powstała publikacja pt.: Pamiętnik i inne pisma z getta, którą miałam przyjemność przeczytać.

Dostojewski mówi, że wszystkie nasze marzenia spełniają się w biegu lat, tylko w tak wynaturzonej formie, że ich nie poznajemy. – Ja poznaję swe marzenie z lat przedwojennych [1].

Janusz Korczak rozpoczął swoje regularne zapiski pamiętnikarskie w maju 1942 roku, choć zamysł pisarski powstał już trzy lata wcześniej. Ogrom codziennych obowiązków nie pozwalał jednak lekarzowi na systematyczne pisanie. W późniejszych latach sytuacja wyglądała podobnie. Na wielu kartach Pamiętnika możemy przeczytać, że Korczak sporządzał wpisy głównie w nocy, bo tylko wtedy miał chwilę dla siebie. O czym pisał? Najpierw o sobie, dzięki czemu stworzył krótką autobiografię. Powracał w niej pamięcią do lat dzieciństwa spędzonego w ukochanej Warszawie. Snuł również wiele opowieści o swojej rodzinie. Szaleństwo ojca, a potem śmierć matki odcisnęły na późniejszym doktorze wyraźne piętno. W tych latach, kiedy rozpoczynał swoją karierę lekarską i podróżował  po Europie odbywając praktyki zawodowe, Korczak miał jedno wielkie marzenie. Chciał pojechać do Chin, gdyż od dzieciństwa interesował się tamtejszą kulturą i obyczajami. Wybuch II wojny światowej odebrał mu jednak nadzieję, na rychłą podróż. Rok później Henryk Goldszmit znajdował się już za murami getta warszawskiego, gdzie zapisał te dramatyczne słowa:

Nie ja do Chin, ale Chiny przyjechały do mnie. Chiński głód, chińska poniewierka sierot, chiński pomór dzieci[2].

Sytuacja Żydów w getcie z miesiąca na miesiąc była coraz gorsza. Mimo ciągłych zmian lokalowych (z Krochmalnej 92 na Chłodną 33, zaś z Chłodnej na Sienną16/Śliską 9) Korczak nie poddał się i nawet za murami prowadził słynny Dom Sierot. Najpierw trafiały do niego dzieci osierocone, potem porzucone, ostatecznie rodzice oddawali Goldszmitowi swe potomstwo, byle jak najdłużej uchronić je od śmierci. W ten sposób sierociniec szybko zapełnił się dziećmi, które  Stary Doktór traktował jak własne. W swym Pamiętniku pisze o nich następująco:

Miasto wyrzuca mi dzieci, jak muszelki,  ja nic – tylko dobry jestem dla nich[3].

Ta niezrównana dobroć niewątpliwie pomagała lekarzowi w kontaktach z dziećmi. Stary Doktór traktował każde z nich jak dorosłego człowieka[4]. Słuchał ich problemów i proponował rozwiązania. Nie narzucał swojej woli, nie pouczał podopiecznych, a mimo to zaskarbił sobie ich miłość. Być może miały na to wpływ także bajki, które opowiadał malcom przed snem. Dzięki nim, dzieci poznawały inne, piękne historie, tak odmienne od codziennej egzystencji w murach getta.

Jestem nie po to, aby mnie kochali i podziwiali, ale po to, abym ja działał i kochał. Nie obowiązkiem otoczenia pomagać mnie, ale ja mam obowiązek troszczenia się o świat, o człowieka[5].

Z kolejnych zdań Pamiętnika spoziera na nas człowiek, który ani przez chwilę nie skarży się na swój los. Korczak widzi otaczających go współbraci i czuje się im potrzebny. Nawet, gdy dopada go ból lub choroba, nie zapomina o dzieciach. Jest z nimi zawsze. Je z nimi, pomaga im i czuwa nad ich snem dzieląc z maluchami sypialnię. Jest wszędzie tam, gdzie go potrzebują. Choć wiele razy ma szansę wydostać się z getta i wyjechać z dala od Warszawy, decyduje się poświęcić dzieciom całe swe życie.

Korczak zastanawiał się w Pamiętniku, czy można zrozumieć cudze wspomnienia. Ja myślę nad tym, jak je ocenić. Są to z pewnością zapiski o wartości dokumentalnej, bo dzięki inicjatywie Igora Newerly`ego[6] przetrwały tragiczne lata wojny. Czy jednak mają jakieś znaczenie dla współczesnego czytelnika? Mają i to większe niż nam się wydaje. Niezwykła inteligencja i racjonalizm, jakim kierował się Stary Doktór są godne podziwu. W maju 1942 roku o likwidacji getta warszawskiego mówiło się już całkiem oficjalnie. Nasz bohater niewątpliwie miał świadomość rychłej zagłady Żydów. Mimo tego, nie zapisał ani jednej wzmianki, która mówiłaby o nadchodzącej tragedii.

Kolejne karty dzieła Goldszmita doprowadzają nas do 4 sierpnia 1942 roku. W ten letni dzień, Stary Doktór widzi za oknem esesmana uzbrojonego w karabin. Podejrzewa, że Niemiec nie strzela do niego, bo nie otrzymał rozkazu. Wówczas jeszcze lekarz nie miał pojęcia, że ów rozkaz padł i będzie realizowany już następnego dnia.

Oprócz Pamiętnika znajdziemy w zbiorze autorstwa Janusza Korczaka także wiele innych pism. Są tutaj różnego rodzaju prośby o pomoc materialną skierowane do odpowiednich instytucji. Widnieją tu również zapiski dotyczące pracy z dziećmi mieszkającymi w sierocińcu, dywagacje na temat sensu eutanazji, a nawet bajki opowiadane często podopiecznym. Na szczególną uwagę zasługuje jednak krótki zapis zatytułowany: Jak będę żył po wojnie. Dowiadujemy się z niego, że Stary Doktór polecił spisywać dzieciom pamiętniki. Tematem pierwszego wpisu miała być perspektywa dalszego życia po wyjściu z getta. Na dowód zaangażowania maluchów, Korczak przytoczył czytelnikowi kilka tych „przyszłościowych wizji”. By nie zdradzić Wam tych opowieści, powiem tylko, że podczas ich lektury nie sposób powstrzymać łez.

Pamiętnik i inne pisma z getta to pozycja obowiązkowa dla każdego, komu bliska jest postać czołowego pedagoga, który poświęcił swoje życie dla dzieci. Dzięki zamieszczonym w niej dokumentom, przekonacie się, że ten bez reszty oddany sprawie człowiek przeżywał również chwile zwątpienia i miewał czasem myśli samobójcze. Okoliczności, w jakich przyszło mu żyć, skutecznie udaremniły jego plany na przyszłość. Wbrew pozorom pozostało po nim jednak bardzo wiele. Mimo upływu siedemdziesięciu lat, pamięć o jego ofierze z życia jest nieustannie obecna i oby tak już pozostało.

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa WAB.


[1] J. Korczak: Pamiętnik i inne pisma z getta. Warszawa 2012, s. 50.

[2] Ibidem.

[3] Ibidem, s. 48.

[4] Doktor popierał bowiem założenia programu „nowego wychowania” popularnego wówczas w światowej myśli pedagogicznej.

[5] J. Korczak: Pamiętnik i inne pisma..., s. 84.

[6] Igor Newerly był sekretarzem, a potem współpracownikiem Janusza Korczaka. 

sobota, 18 sierpnia 2012
Autor: Sacagawea, blog: Dwa plus trzy, czyli my...

Stary Doktor na początku nie był dla mnie ani doktorem, ani starym. Ot, nazwisko na okładce książki. Jednej z tych, które w jakiś sposób ukierunkowały moje późniejsze czytelnicze wybory. I jedyną taką, która tak bardzo mną - dzieckiem wstrząsnęła, że bałam się ją skończyć. I mimo tak wielkiego wrażenia, jakie na mnie wywarła, nigdy więcej do niej nie wróciłam. (Tu, na marginesie, dodam, że jestem maniakiem wracającym po wielokroć do tych najważniejszych dla siebie książek, mam takie czytane po ...naście razy). Dlaczego ponownie po nią nie sięgnęłam? Początkowo z lekkiej obawy przed atmosferą przygnębienia i... chyba lekkiej złości, że mimo tylu prób mi samej nie udało się czarować, a potem ze strachu, że cała magia tej historii i moich z nią związanych przeżyć pryśnie. Od "Kajtusia czarodzieja", bo o nim tu mowa, zaczęła się jednak moja "przygoda" z Januszem Korczakiem, zaczęłam szukać jego książek. Najpierw był Król Maciuś Pierwszy (zmasakrowany przez twórców kreskówki, czego nie mogę im darować, bo dla mnie ma on wciąż subtelną, delikatną i dziewczęcą twarz z rysunków Jerzego Srokowskiego) i jego śmierć - taka bezsensowna - na wyspie bezludnej... I ta konieczność dziecięcego zmierzenia się z chorobą, nieszczęściem, śmiercią oraz ludzkim okrucieństwem. Dziś dużo mówi się o bajkach terapeutycznych i podaje przykłady książek napisanych w celu oswojenia trudnych emocji i przeżyć - raczej nie wymienia się książek Korczaka, a przecież Maciuś, to nie tylko król. To także chłopiec bez matki, cierpiący z powodu śmierci ojca i krzywdy, jaka dzieje się innym. Cudownie empatyczny i niezwykle dzielny (w zupełnie innym sensie niż dzisiejsi komiksowi bohaterowie), sprawił, że moje dzieciństwo stało się pełniejsze. Potem przyszedł czas na Józki, Jaśki i Franki, Mośki, Joski i Srule.  "Bankructwo małego Dżeka". "Kiedy znów będę mały". I cudowny wiersz Jonasza Kofty, tak pięknie śpiewany przez Gawędę.

Stary Doktor? Raczej nie. Dla mnie zawsze był chłopcem w zabawnym ubranku ze zdjęcia umieszczonego w "Królu Maciusiu Pierwszym", chłopcem mówiącym: "I myślę, że lepiej dawać fotografie królów, podróżników i pisarzy, kiedy nie byli jeszcze dorośli i starzy, bo tak - to się zdaje, że oni od razu byli mądrzy i nigdy nie byli mali. I dzieci myślą, że nie mogą być ministrami, podróżnikami i pisarzami, a to nieprawda." A ja czytając te słowa myślałam sobie, że właśnie nie Stary Doktor, tylko mały Henio. Tyle lat minęło, a on tymi słowami, tak dobrze świadczącymi o jego znajomości dzieci, do dziecięcych serc ciągle trafia.

Autor: Syzyf, blog: Syzyf

Wśród spustoszeń, jakie czyni wojna, do niepowetowanych strat należy zatrata wartości kulturowych, a przede wszystkim i szczególnie zagłada ludzi nieprzeciętnych, którzy w dorobku ludzkości pozostawiają niezatarty ślad swego istnienia.  Polska kultura, polski świat pedagogiczny, boleśnie zostały okaleczone przez drugą wojnę światową, której tragiczny początek stanowiła napaść hitlerowskich Niemiec na Polskę. Hitlerowski najeźdźca w okresie okupacji ze szczególną zawziętością, tępił ludzi nauki, pedagogów i nauczycieli.

Na listach ofiar znalazły się setki tysięcy zamordowanych i spalonych a wśród nich – Janusz Korczak – człowiek w pełni tego słowa znaczeniu, który dla dziecka poświęcił trud całego swego życia oraz dochował wierności dzieciom i swym zasadom nawet w godzinę śmierci Zginął zamordowany w którymś z hitlerowskich obozów zagłady, najprawdopodobniej w Treblince, w początkach sierpnia 1942 roku wraz z dziećmi oraz pozostałym personelem Domu Sierot. Nie mamy żadnej bezpośredniej relacji o tym, w jaki sposób zostali zamordowani. Najpewniej uduszono ich w komorze zaraz po przyjeździe do obozu, spieszono się już wtedy bardzo a Żydzi mieli pierwszeństwo do gazu.

Na Plac koło Dworca Gdańskiego, szli czwórkami, że swoim zielonym sztandarem. Ile było czwórek? Pięćdziesiąt. Dwieście dzieci – żydowskich dzieci, z domu sierot i człowiek, który takich dzieci żydowskich i polskich wychował wcześniej tysiące, nie chciał skorzystać z ocalenia, bo nie mógł pozostawić swojemu losowi tych, którzy zawsze mu bezgranicznie ufali. Musiał swą powinność wypełnić do końca, żeby im oszczędzić męki najgorszej – przedśmiertelnego przerażenia.

Od czasów krucjaty dziecięcej pisze w swoich wspomnieniach Irena Krzywicka nie było równie przejmującego, tragicznego widowiska niż te dzieci, maszerujące przez zduszone obręczą śmierci miasto, ze śpiewem, przystrojone odświętnie, z radością w oczach – na śmierć. Tym właśnie całkowitym zatraceniem siebie, bohaterską postawą śmiertelnego pochodu dźwignął się Janusz Korczak powyżej zwykłej miary ludzkiej, nadał właściwy sens swemu życiu, stał się symbolem postawy moralnej określonej przez prof. Tadeusza Kotarbińskiego, jako człowieka „spolegliwego opiekuna”, człowieka, na którym zawsze można polegać, człowieka w pełni tego słowa znaczeniu..

Nie ma jednak żadnego powodu, by ta piękna, szlachetna decyzja doktora Korczaka przysłaniała nam całe jego życie. Nie był przecież człowiekiem jednego czynu, a ten ostatni czyn był jedynie ukoronowaniem tego wszystkiego, co było najistotniejszą treścią jego życia, tego wszystkiego, co sercem człowieka, nauczyciela i lekarza nad życie swoje ukochał

Jego osiągnięcia literackie nieprędko się zestarzeją; jego koncepcjami wychowawczymi światowa pedagogika zawsze będzie się chlubić; jego działalność społeczna, której tak dużą cześć swego czasu poświęcił a przede wszystkim ten może konkretny ślad jego niestrudzonej pracy – owe długie szeregi młodzieży, wyprowadzone prze niego na wartościowych ludzi, wymaga ugruntowania zarówno wśród młodzieży i dorosłych przekonania, że dziełem swego życia Janusz Korczak zasłużył sobie na to, by zaliczono go w poczet tych, co tworząc wartości ogólnoludzkie znaczą drogę ku postępowi, a ideami święcą przez całe pokolenia..

lata dzieciństwa i młodości, całe zresztą życie Korczaka, warsztat pracy związane są mocno z miastem rodzinnym Warszawą i ojczystą rzeką, czemu daje wyraz w pamiętniku: „Wisło szara nie zamieniłbym cię na dumną Tamizę ani zawrotną Niagarę, ani tajemniczą Zambezi ani magiczny Ganges! Tamte, może stokroć piękniejsze, mówiłyby do mnie językiem, którego nie rozumiem”[1] tej nie zdradzi też przez całe życie, która oświetlając nam Jego działalność, poglądy pedagogiczne, postawę, ukazuje nam sylwetkę człowieka w pełni tego słowa znaczeniu o wielorakiej, nieprzeciętnej osobowości.

Prawdziwe nazwisko Korczaka brzmi: Henryk Goldszmit. Urodził się w Warszawie w inteligenckiej rodzinie pochodzenia żydowskiego, całkowicie od dawna zrośniętej z polską tradycją i kulturą. Ojciec Józef był znanym adwokatem, matka Cecylia z Gębickich.  Dziadek był lekarzem, mieszkał w Hrubieszowie. Życie Janusza zamknięte jest, z obu stron datami, których nie jesteśmy pewni. W jednym wypadku chodzi o rok, a w drugim o dzień. Urodził się dnia 22 lipca 1878 r. albo 1879 roku, a wątpliwość ta jest skutkiem tego, że dziadek zwlekał z oficjalną zmianą wyznania a rodzice nie wyrobili metryki urodzenia. Stąd być może Janusz był po prostu zobojętniały religijnie i nie raz podkreślał swój w gruncie rzeczy bezwyznaniowy charakter wychowania. Nie znał w ogóle ani języka hebrajskiego, ani używanego w Polsce dialektu żydowskiego. W późniejszych latach swojego życia spotyka się z Bogiem. Nie jest to jednak Bóg jakiejś określonej religii, ale jego własny, niewymagający żadnych specjalnych hołdów ani praktyk, bowiem jest to Bóg jego samotności i wrażliwego sumienia,

Lata dzieciństwa, to pogodny okres życia w atmosferze miłości i ciepła rodzinnego, higieny i troskliwości o dobre wychowanie syna według ówcześnie przyjętych konwenansów zamożnego, mieszczańskiego domu. Piękne mieszkanie na ładnej ulicy, służba, wytworny dostatek, punktualność, ogłada i dobre maniery, dystans od tak zwanych niższych sfer. Janusz jest dzieckiem wrażliwym, inteligentnym, o żywej wyobraźni zamyślonym „Filozofem”. Jest mu wszystko jedno, co je, jak się ubierze, czy bawi się z dzieckiem ze swojej sfery, czy ze stróżami.  A przy tym dzieckiem, który chce zmieniać świat na lepszy i dolę dziecka uczynić szczęśliwszą, żeby nie było dzieci brudnych, obdartych i głodnych, z którymi nie wolno było mu się bawić się na podwórku.. Mając 15 lat wpada w furię czytania. Rozmawia z ludźmi, rówieśnikami, dorosłymi, niekiedy rozmawia tylko sam ze sobą, bo mówić i rozmawiać nie to samo.

Śmierć ojca powoduje całkowitą zmianę warunków życia, zamieszkuje, bowiem w małym ubogim mieszkaniu pozbawionym wszystkich najcenniejszych przedmiotów i służby. Odtąd lata dojrzewania, młodość, upływają wśród dni wypełnionych pracą i troską o najbliższych. Nauka własna nie w polskim ojczystym języku, bo w obcej zaborczej szkole z jej nudą bezmyślnego, pamięciowego wkuwania. A potem wiele godzin nużących korepetycji z tępymi lub leniwymi dziećmi bogatych rodziców nie załamują, lecz hartują organizm i zwielokrotniają jego siły. Własną pracą zarobkową musi zaspokoić swe pasje młodzieńcze zainteresowania W” Spowiedzi motyla”, pamiętniku dojrzewającego chłopca pełnego zwierzeń, wyznań i refleksji Zycie Janusza Korczaka widać jak na dłoni: „ Rano szkoła, potem korepetycje i lekcje przeplatane jedzeniem, snem i marzeniami. Marzenia uchroniły mnie od letargu, zawdzięczam im życie”. Tak to prawda. Niepoprawnym realistycznym Marzycielem pozostał Janusz Korczak do końca swego życia i dążył uparcie do urzeczywistnienia marzeń tak dalekosiężnych, że niektórzy mu współcześni określali je, jako utopi

Znaleźć swoje miejsce w życiu. Nie  łatwa to sprawa i nie każdemu się to udaje a jakże istotna, aby móc pracować oddać jej swe umiejętności, zdolności oraz mieć z niej zadowolenie Jeszcze, jako student medycyny Janusz Korczak wiele czasu poświęca na pracę społeczną i zajmuje się szczególnie dziećmi. Ma w tym zadziwiający dar nawiązywania kontaktów a dzieci się do niego garną i jest lubiany. Uczy na tajnych kompletach polskiej historii, geografii, literatury i języka ojczystego. Jest częstym gościem robotniczych przedmieść biedoty, gdzie ma gromadkę dzieci, które uczy i którymi się opiekuje.  Zaczyna też próbować pisać i drukować. Na przykład w wieku 20 lat zgłosił na konkurs im Paderewskiego w 1898 roku sztukę dramatyczną pod tytułem „ Którędy” Przyznano mu za ten utwór wyróżnienie, co było Jego poważnym sukcesem. Na kopercie z utworem konkursowym napisał przybrany wtedy pseudonim: Janusz Korczak. I tak już pozostało. Odtąd pseudonim Janusz Korczak zrośnie się na trwale z jego osobą do końca życia. Widnieć będzie na kartach jego pism pedagogicznych i utworów beletrystycznych dla dzieci. Oprócz tego pseudonimu używa jeszcze utworzone z jego własnego imienia. „Hen”, „Ryk”, „Hen – Ryk”, „H. G.” lub podpisuje je pełnym nazwiskiem: Henryk Goldszmit. U schyłku życia słuchacze radiowi znać Go będą jeszcze, jako „ Starego doktora”. W historii polskiej pedagogiki, w polskiej i światowej literaturze dla dzieci, będzie znany, jako Janusz Korczak[2].

Pisze szereg felietonów z problematyki społecznej wydane, jako „ Koszałki – Opałki” oraz powieść o wykolejeńcach „ Lokaj”. Samo zestawienie artykułów, szkiców, felietonów od 1900 do 1914 roku w różnych czasopismach zadziwia rozmiarami tej pracy. Pierwsze utwory, chociażby takie jak: „ Dzieci Ulicy” czy „ Dziecko Salonu”, które przynoszą Januszowi Korczakowi rozgłos i sławę wskazują na umiejętność prowadzenia dociekliwej obserwacji socjologicznej, dużą spostrzegawczość, ostrość widzenia problemu, żarliwość, talent humorysty a także zadziwiają realizmem obrazów i scen ze współczesnej rzeczywistości. Ośmiesza i demaskuje wszelkie przejawy fałszu, protekcjonalnej litości i odświętnej filantropii, tam gdzie potrzeba radykalnych zmian społecznych.. Jest to zapowiedź charakterystycznego tonu późniejszej Jego działalności.

Tak, więc na początku swojej pracy, jako lekarza wszedł też Janusz Korczak w krąg oddziaływania polskiej inteligencji postępowej. Zbliżył się w pracy i poglądach do wybitnych naukowców, działaczy społecznych i politycznych tej miary jak na przykład: Edward Abramowski - kooperatysta, filozof, socjolog i psycholog; Jan Dawid - wybitny pedagog, psycholog, publicysta; Wacław Nałkowski - wybitny geograf, publicysta i pedagog zwolennik demokratyzacji oświaty i kultury; Helena Radlińska - pedagog, historyk oświaty, współzałożycielka Instytutu Kultury i Oświaty im Stanisława Staszyca.

Kontakty te wywarły znaczny wpływ na pogłębienie wiedzy z dziedziny socjologii, pedagogiki, psychologii, ekonomii czy polityki, ale również sprzyjały poznaniu nabrzmiałych problemów społeczno – politycznych i oświatowych a także umożliwiały rozpoznanie problemów losów dziecka w ostrym świetle walk klasowych a co najważniejsze stwarzały odpowiedni klimat dla jego działalności społecznej.. „Już się poczuł tym, czym jest – bojownikiem i mścicielem, okiem, które po to bystro widzi, aby celniej uderzało ramię, napisze o Nim znany krytyk Stanisław Brzozowski”[3]. Janusz Korczak miał to szczęście, bo swoje miejsce w życiu znalazł zaś sam wyznaje, że szczególnie obchodziły go sprawy wychowawcze, czemu poświęca całe swoje życie. Aby na zawsze w sercach naszych pamięć o Tobie pozostała.

Z różnych możliwości realizowania swojej pasji bezpośredniego pomagania ludziom droga lekarza pediatry wydawała się Januszowi Korczakowi najprostsza i najbardziej skuteczna. Sam zresztą był zdania, że jeśli dobry pisarz ma ambicje leczenia dusz ludzkich, to, aby być wychowawcą, trzeba być dobrym diagnostą a tym na polu ma dużo do powiedzenia medycyna Jest już sławnym pisarzem, dobrym lekarzem, świetnym diagnostą, który rozumie nie tylko potrzeby chorego organizmu, ale przede wszystkich dziecięcej psychiki.

Jest również znanym lekarzem u ludzi bogatych i biedoty miejskiej Staje się głośne, że młody lekarz w nocy nie odmówi biedakowi pomocy i nawet da pieniądze na lekarstwa. W środowisku zawodowym Janusza Korczaka ta postawa nie znajduje uznania. Zawsze jest jednak, tam gdzie łatwo o guzy i Since i nie raz stawia na kartę swoje życie. Ma to szczególnie miejsce w atmosferze działań wojennych i wrzenia rewolucyjnego. Tu też leczy bezpłatnie dzieci od socjalistów po samych lekarzy.

Za zaoszczędzone pieniądze dla pogłębienia swojej wiedzy medycznej wyjeżdża za granicę. Oprócz pracy w szpitalach zwiedza sierocińce, zakłady poprawcze, szkoły dla opóźnionych w rozwoju, poznaje istotę i różne formy pracy charytatywnej. Studiuje literaturę fachową z zacięciem badacza ogarnia i poszerza zakres interesującej go problematyki „ „Wielka synteza dziecka, oto, co mi się śniło, gdy w bibliotece paryskiej czytałem z rumieńcem wzruszenia dawne dzieła francuskich klasyków – klinicystów”[4]

Jest w Berlinie, w Paryżu oraz Londynie W książce jego jak „Kochać Dziecko” czytany: „Berliński szpital i niemiecka literatura lekarska nauczyły mnie myśleć o tym, co wiemy i o tym, co pozwala nam powoli systematycznie posuwać się naprzód. Berlin to dzień roboczy, pełen drobnych trosk i zabiegów. Technikę uproszczeń, wynalazczość drobiazgów, ład szczegółów wyniosłem z Berlina. Paryż nauczył mnie myśleć o tym, czego nie wiemy, a wiedzieć pragniemy i musimy, to siła chcenia, ból niewiedzy, rozkosz poszukiwań”.

Wszystkie dotąd podejmowane prace i pogłębiające się zainteresowania pedagogiczne zbliżają Go konsekwentnie do wielkiej niewiadomej, Jakim jest dziecko A kiedy na jesieni 1912 roku otwarto ze społecznie zebranych funduszów Dom Sierot na ul Krochmalskiej 92, w którym to dziele Janusz Korczak czynnie uczestniczył objął ten zakład, jako dyrektor i tak pozostał lekarzem i wychowawcą psychiki dziecięcej aż do śmierci.

Światowa sława doktora Korczaka ugruntowana została nie tylko na tle jego bohaterskiej śmierci, ale także na jego całym dorobku życiowym. Godne upamiętnienia są dwa aspekty, pierwszy to jego idee działalność i dokonania, natomiast drugi, to jego legenda, której kulminacyjnym punkiem jest ów dobrowolny marsz do pieców Treblinki. Postawa doktora Janusza Korczaka i jego męczeństwo, stały się szybko znane dużym kręgom społeczeństwa a prace upamiętniające w jakiś sposób postać Janusza Korczaka znajdujemy we wszystkich dziedzinach sztuki: w malarstwie plastyce, grafice, a zwłaszcza w rzeźbie, gdzie trzeba wymienić znakomite prace Xawerego Dunikowskiego, Stanisława Kulona, Antoniego Mehla, czy Zofii Woźnej. W Szczecinie w 1961 r. odsłonięto dla dzieci pomnik najpopularniejszego korczakowskiego bohatera literackiego, króla Maciusia Pierwszego, dłuta Mieczysława Wertera. W muzyce warto wspomnieć o trzech etiudach fortepianowych skomponowanych przez polskiego artystę zamieszkałego w Anglii Michała Kruszyńskiego. Zachodnio - niemiecki dramaturg Erwin Sylvanus napisał interesującą sztukę „ Korczak i Dzieci”, która obiegła 70 scen europejskich. Warto nadmienić, że wszystkie honoraria autorskie z tej sztuki przeznaczył on na jeden z żydowskich sierocińców[5]”.

W ciekawy sposób próbowano popularyzować jego postać wśród dzieci i młodzieży, między innymi za pomocą konkursów związanych tematycznie z jego twórczością, a ponadto na dwudziestolecie śmierci Korczaka w Polsce i Izraelu wydano okolicznościowe serie znaczków pocztowych. Ale Korczak ciągle żywy, to przede wszystkim jego książki dla dzieci ciągłe wznawiane, czytane i popularyzowane. Obok arcydzieł literatury światowej stanęły jego powieści o królu Maciusiu i Kajtusiu czarodzieju. Audycje dla dzieci Gadaninki Starego Doktora są do dziś niedościgłym wzorem intymnej sztuki radiowej. Z kolei utwór dramatyczny o „cierpieniu świata” pod tytułem Senat szaleńców, w którym poddaje krytycznej ocenie szaleńcze utopijne idee reform, zadziwia wizjonerskim niemal rzutem wyobraźni w bolesne problemy świata, czasów ostatniej wojny, w niepokoje i zagrożenia najbliższej naszemu pokoleniu epoki.

Dokąd z dziećmi odchodzisz, współczesny Sokratesie? Czy do czystych obłoków, czy do rozdartej księgi? Gdzie się z liter układa górna rzecz o bezkresie? Gdzie rośnie człowieczeństwo do dziesiątej potęgi? Któryś zmyślał baśnie, sam stałeś się legendą, Któryś oszukał dzieci, ze śmieć ich rychła nie czeka, Tobie dobroć i męstwo śmiertelną koszulę przędą. I pamięć o Tobie wzbiera jak rozlewiska rzeka. Idziesz z dziećmi i idziesz, idziesz bardzo Daleko, Tam, gdzie Giordano Bruno, tam gdzie ukrzyżowany, Ścięta kolumno grecka, chmuro żałobna i wielkie Echo, dębie wysoki, przez piorun i przez podłość roztrzaskan![6].

Zatem nie przypadek to, że właśnie Korczakowi stawia się dzisiaj pomniki w Polsce na świecie, że śpiewają o nim pieśni, a jego imię urosło do symbolu bohaterstwa i poświęcenia dla dobra dziecka. Wielkość tego humanisty wyraziła przede wszystkim w jego życiu, po którym zostawił znaczący ślad i zobowiązujące dla nas przesłanie Postać Janusza Korczaka należy dzisiaj do całego świata, jest uosobieniem tych cech społeczeństwa, które zawsze i wszędzie stanowić będą najszczytniejszy ideał moralny.

Teoria i praktyka to bardzo istotne założenia systemu wychowawczego. Korczak rozważając sprawę teorii i praktyki w systemie wychowawczym wskazuje, że dzięki teorii wiemy zaś dzięki praktyce czujemy. Teoria wzbogaca intelekt, ale praktyka zabarwia uczucie i trenuje wolę. Dlatego należy działać w myśl tego, co wiem, a poglądy cudze, obcych ludzi muszą zostać przełamane, odrzucone, ominięte albo zapomniane, co w ostatecznym wyniku daje własną świadomą lub nieświadomą teorię, która w następstwie kieruje naszym działaniem.

Był wrogiem zamkniętego, sztywnego, mało elastycznego systemu wychowawczego. Odnosił się sceptycznie do wszelkich receptur w wychowaniu, określanych, jako jedynie skuteczne Wskazuje na ogólne kierunki działania, które wychowawca winien dostosować zawsze do konkretnych potrzeb i warunków konkretnych dzieci w określonych sytuacjach, bowiem wychowanie to proces twórczy, który wymaga ustawicznych poszukiwań własnych i skutecznych form i metod pracy.

Uważał, że rola wychowawcy powinna sprowadzać się do ukierunkowania i pomocy a także do uczenia dzieci tolerancji rasowej i religijnej, świadomego wzbogacania własnej osobowości, szukania lepszych, doskonalszych form życia w gromadzie oraz przywiązanie do ziemi ojczystej.  Istotnym czynnikiem w Jego systemie wychowawczym była praca. Miał uznanie dla każdej pracy zaś szacunek dla ludzi pracy brał za podstawowe kryterium wartości człowieka

Niezmierne bogactwo obserwacji, przemyśleń i sugestii wychowawczych zawarł Korczak w licznych artykułach, książkach oraz odrębnych pracach. Przede wszystkich zwracał uwagę wychowawców na fakt ten, że dziecko jest istotą wrażliwą, reagującą żywo na świat, który ją otacza. Dlatego wskazywał na potrzebę czujnego, troskliwego, badawczego stosunku wychowawcy do dziecka, jednocześnie na tyle subtelnego, by delikatnych uczuć dziecka nie urazić i nie skrzywdzić.

Wielu uczonych zgodnie podkreśla, że jego system wychowawczy to nie żadne teoretyzowanie na temat gotowych formuł czy wiedzy książkowej, lecz rozważania wychowawcy o uczeniu się na błędach i powodzeniach, o poznawaniu życia w jego normalnym rozwoju, w codziennej ustawicznej pracy, w ciągłym poszukiwaniu i badaniu.

System, który uwzględnia prawo dziecka do protestu i zarazem wskazuje, że jeśli nie szanuje się praw dziecka, to nie można stawiać mu żadnych wymagań. System, który podkreślał, każdy błądzić może, w którym najważniejszą rzeczą dla wychowawcy jest zobaczyć prawdziwe, nie książkowe dziecko z całą jego różnorodnością i zrozumieć je w sposób niesłychanie prosty.

Uznając prawo dziecka do tego, by było, czym jest, wyrażając przekonanie o określonych granicach wykonalności w konkretnych warunkach, uczył przede wszystkim tego jak te granice wykonalności poszerzać i powiększać, popełniając jak najmniej błędów.  Uważał również, że dobry wychowawca, różni się od złego, liczbą tych właśnie błędów, od której zależą sukcesy i porażki wychowawcze. Im lepsza znajomość dziecka, tym mniej pomyłek i błędów w wychowaniu.

Pasję badacza – pedagoga łączył z metodami nauk medycznych i statystycznych oraz z kulturą humanisty. Z rzetelnością uczonego dociekał prawdy, po ta służyła innym ludziom i wyszła na pożytek dzieciom. Zagadnienia pedagogiczne umiał przestawić w różnych formach wypowiedzi: felietonu, eseju, rozprawy, pogadanki, reportażu, opowieści dla dorosłych oraz na wysokim poziomie literatury dla dzieci.

Janusz Korczak życiem potwierdził wierność sobie, wierność wyznawanym ideałom i stał się na zawsze żywym wzorem prawdziwego nauczyciela – wychowawcy, który życie poświęci dla dzieci i młodzieży w walce o ich godność i godne warunki egzystencji i wychowania. Stał się symbolem moralnego człowieczeństwa zdolnego przeciwstawić się bestialstwu i sponiewieraniu godności człowieka.  W humanistycznej kulturze świata postać Janusza Korczaka mieści się bez wątpienia w szeregu takich autorytetów moralnych ludzkości, jak z epok dawniejszych Sokrates czy z epoki współczesnej Gandhi. Korczak był swoistym fenomenem o wszechstronnej osobowości, w którym zespoliło się kilka zawodów i to wszystkie w kierunku ku człowiekowi zwrócone ze znamionami posłannictwa. Działa uszlachetniająco. Ukazuje sens ludzkiego życia i świat prawdziwych wartości. Działa stymulująco, by człowiek był lepszy i dziecko szczęśliwsze. Szczególnie w pismach pedagogicznych uczył poszukiwania prawdy o naturze człowieka i zrozumienia jego potrzeb, diagnozowania sytuacji wychowawczych i rozumnej miłości pomagającej w dorastaniu.  Był bezkompromisową postacią w dążeniu do uznania praw dziecka, każdego dziecka, lecz zwłaszcza dziecka potrzebującego opieki, dziecka opuszczonego, zaniedbanego oczekującego rozumnego wychowania, co jest na pewno ponadczasową wartością kształcącej pedagogiki Janusza Korczaka zawartej w pełni w Deklaracji Praw Dziecka proklamowanej w Genewie w dniu 26 września, 1924 r., która między innymi głosiła, że ludzkość powinna dać dziecku to, co ma najlepsze i umożliwić mu normalny rozwój fizyczny, moralny umysłowy i zdrowotny.

Stąd rzeczywiście w czasach, kiedy jesteśmy świadkami nieustannego rozdźwięku miedzy ideą a życiem, wielkim pokrzepieniem jest fakt, że istnieją takie wzory jak Janusz Korczak, w których manifestuje się twórcza współzależność harmonii idei i czynu życiowego.  Dlatego dobrze się stało, że UNESCO w setną rocznicę urodzin Janusza Korczaka wprowadziło do kalendarza uroczystości, ponieważ Jego osoba stała się dzisiaj symbolem całego współczesnego międzynarodowego ruchu humanistyczno – pedagogicznego..W skali światowej dokonał przełomu w smutnej tradycji przytułków dla osieroconych dzieci, przekształcając je we wzorowy zakład wychowawczy oparty na samorządności, samowychowaniu, partnerskich stosunkach między wychowawcami i wychowankami oraz na praworządności. Z nastaniem okupacji hitlerowskie, gdy dotychczasowa pomoc dla dzieci ulega rozbiciu odwołuje się do ludzi dobrej woli, do instytucji i osób prywatnych o dary i pomoc pieniężną dla dzieci,. Pisał odezwy Do Żydów, Do obywateli chrześcijan. Włączał się także do wszystkich akcji społecznych i kulturalnych na rzecz dziecka organizowanych przez podziemny ruch oporu. Chroni dzieci w Getcie od szerzących się epidemicznie chorób zakaźnych i zabiega o leki, tran, mydło oraz umieszczenie ciężko chorych w szpitalu.  A jakże często wśród zabiegów o zdobycie środków do życia, narażona była i cierpiała jego duma, ile ta żebranina wymagała samozaparcia i hartu woli? Gdy mu kiedyś jeden z bogaczy pokazał drzwi, Korczak odrzekł spokojnie. To wyróżnienie dla mnie. Ale, co otrzymuje od pana dla swoich dzieci[7]. Korczak, który całe życie walczył o szacunek dla dziecka, o jego godność ludzką, teraz walczył o godność śmierci dziecka. Chwała mu wiekopomna po wieczne czasy.


[1] Alicja Szlązakowa, 1978, Janusz Korczak, Wyd. Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa ss. 26 – 27

[2] Alicja Szlązakowa, 1978, Janusz Korczak, Wyd. Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa ss. 26 – 27

[3] Jak wyżej s. 27

[4] Marek Jaworski, 1977, Janusz Korczak. Wyd. Interpress, Warszawa, ss. 35 - 36

[5] Marek Jaworski, 1977, Janusz Korczak, Wyd. Interpress, Warszawa, s. 183

[6] Wiersz zamieszczony w tygodniku „ Literatura”, 31.07.1975, Nr31/181, s. 5, Alicja Szlązakowa, 1978, Janusz Korczak, Wyd. Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa, s. 133

[7] Janusz Korczak, 1984, Pamiętnik, Wyd. Poznańskie, Poznań, s. 52.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6