Prace konkursowe

wtorek, 11 września 2012
Autor: sebnorth, blog: Sebnorth

Aktualność myśli Janusza Korczaka

 "Nie zapominaj, że uwielbiam
wszelkiego rodzaju eksperymenty.
To po prostu mój sposób na życie,
więc przymknij na to oczy."
- Janusz Korczak

O dorobku myśli Janusza Korczaka chciałbym się zastanowić w kontekście rozwijania twórczości u dziecka, młodszego, starszego, dziecka-ucznia. Kształtowanie zdolności twórczego rozwiązywania problemów powinno być priorytetem i dotyczyć wszystkich szkolnych przedmiotów, obowiązkowych i nadobowiązkowych. Sztywny gorset szkolnych planów, standardów, celów i raportów powinien być tylko dodatkiem. Żeby nie było to tylko moje chcenie czy majaczenie podeprę się autorytetem, na przykład Januszem Korczakiem. Słynny pan doktor pisał w latach dwudziestych XX wieku w piśmie „Szkoła Specjalna”[1]: „Dziecku potrzebny ruch, powietrze, światło – zgoda, ale i coś jeszcze. Spojrzenie w przestrzeń, poczucie wolności – otwarte okno. [...] ambicją wychowawcy być musi osiągać najpomyślniejsze wyniki drogą najmniejszych pogwałceń praw człowieka”.

Współczesna szkoła stara się zapewnić, niekiedy z powodzeniem, atmosferę wolności, nieskrępowanego dochodzenia do prawdy. Odbywa się to raczej nie na zwykłych lekcjach, ale na różnego rodzaju kółkach przedmiotowych, świetlicach, naukowych obozach dla młodzieży czy poprzez zakładanie klubów. Szkoła jest czy być powinna aktywnym moderatorem takich działań. Temat rozwijania twórczości jest bardzo szeroki, opiera się o fachowe analizy metodyków danych przedmiotów a ostatnio w modzie są ujęcia interdyscyplinarne. Nauczyciel w takim procesie nie powinien przeszkadzać, narzucać swoich koncepcji, przeciwnie zachęcać do własnych przemyśleń a nawet nie przeszkadzać w popełnianiu błędów. Doktor Janusz pisze bowiem[2]: „Pozwól dzieciom błądzić i radośnie dążyć do poprawy”. W innej pracy dodaje:[3] „Nie zabiegajmy o to, by każdy czyn uprzedzić, w każdym zawahaniu się natychmiast drogę wskazać, przy każdym pochyleniu biec z pomocą. Pamiętajmy, że w momencie silnych zmagań może nas zabraknąć”.

Dziecko wpadnie na coś co jest dla nas oczywiste, wpadnie po dłuższym czasie. Ale również może błyskotliwie zauważyć coś czego my starsi nie zauważymy nigdy. My myślimy "po staremu" (czasami) a dziecko jest inkubatorem innowacyjności(modne ostatnio słowa).

Szkoła oprócz ekierek, menzurek i historycznych map powinna kreować atmosferę, że fajnie jest się uczyć, wiedzieć, rozwiązywać problemy. A więc nauka poprzez zabawę a więc i odpowiedni dobór środków dydaktycznych. Nowoczesnych, kolorowych, medialnych. Słuszne wydaję się organizowanie zajęć które łączą gimnastykę umysłu z gimnastyką ciała. Im więcej centrów dla dzieci, gdzie tak naprawdę to dzieci kształtują sposób w jaki spędzają swój czas tym w przyszłości więcej jednostek otwartych na świat, zaradnych, mających swoje zdanie. Doktor Korczak pisze[4] „Najmniejsza [...] ilość kar tam, gdzie w fizycznie i moralnie zdrowym społeczeństwie dziecko ma pomyślne warunki bytu i rozwoju, gdzie teren daje szerokie łożysko dla energii, inicjatywy i twórczości, gdzie dziecko zabezpieczone jest w prawie do ruchu, posiłku, ciepła, pracy, badania, rozrywki, okrzyku radości”.

Dziecko kiedy pracuje nad rozwiązaniem jakiegoś problemu, pracuje dodajmy z entuzjazmem, bo chce taki problem rozwiązać, rozumie go lepiej niż gdyby tylko był zmuszony do jego "wykucia". Tę oczywistą rzecz ładnie wyłożył pan doktor w słowach[5] "Nie takie ważne, żeby człowiek dużo wiedział, ale żeby dobrze wiedział, nie żeby umiał na pamięć, a żeby rozumiał, nie żeby go wszystko troszkę obchodziło, a żeby go coś naprawdę zajmowało."

Czy naprawdę starania pedagogów idą w stronę odpowiadania na potrzeby dziecka w zakresie poruszonych wyżej problemów odpowiedzią jest zadowolenie dziecka po takich bojach z problemami i z samym sobą. Zadowolenie wyrażone w uśmiechu: "Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat." - słowa Starego Doktora[6].


1, 2, 3, 4 - http://2012korczak.pl/node/75

5, 6 - http://pl.wikiquote.org/wiki/Janusz_Korczak

motto zaczerpnąłem z katalogu rad pod nazwą Prośba dziecka autorstwa Janusza Korczaka

sobota, 01 września 2012
Autor: Missjonash, blog: Okiem obserwatora

Janusz Korczak (Henryk Goldszmit) urodził się 22 lipca 1878 lub 1879 roku. A więc w dniu swej śmierci (5 lub 6 sierpnia 1942 roku) miał 63 lub 64 lata. Często myślę o Panu Doktorze w związku z ostatnio głośną sprawą o uznanie za datę śmierci Janusza Korczaka właśnie daty sierpniowej z 1942. Bo nadal obowiązuje data śmierci jaką przyjął sąd uznając Doktora Korczaka za zmarłego dnia 9 maja 1946 roku. Ta "walka o datę śmierci" wiąże się z prawem do publikacji jego dzieł. Po 70 latach prawa autorskie wygasają czy jakoś tak...

Kilka miesięcy wcześniej był inna "afera" dotycząca Janusza Korczaka. Naukowcy przedstawiali alternatywną wizję ostatniej drogi Doktora z jego dziećmi do pociągu śmierci. Jesteśmy przyzwyczajeni do wizji radosnego pochodu, dziarskiego marszu i pełnego spokoju. Naukowcy jednak podważyli tę wizję (popartą ponoć głosami świadków przejścia dzieci, opiekunów w tym np. Stefanii Wilczyńskiej i Janusza Korczaka) podając inne opisy świadków oraz opierając się na dowodach pośrednich w tym na pamiętniku i listach pisanych przez Starego Doktora. Według nich Janusz Korczak był tak bardzo chory, że ledwo szedł i z pewnością umarł w pociągu, zanim dotarł do obozu zagłady.

Czy dla mnie ma to znaczenie, że nie biegli i nie podskakiwali radośnie jak można było zobaczyć na filmie Wajdy? Ma - dla mnie bardziej prawdziwa wydaje się wizja chaotycznego pochodu, przesiąkniętego panicznym strachem, apatią, autyzmem, ale tym bardziej doceniam to, że Janusz Korczak nie skorzystał z co najmniej kilku propozycji uratowania siebie. Był chory, bardzo słaby, miał gorączkę i ledwo oddychał, ale nie zostawił swoich dzieci. Był z nimi, to przecież był cały jego świat od młodości aż po okrutną śmierć.

Zawsze też zastanawiałam się skąd ten mrok. Czy z obserwacji otoczenia? Czy Doktor Korczak przeniósł mroczną atmosferę i historie swoich dzieci do książek? Przyznam szczerze, że do dnia dzisiejszego boję się "Kajtusia Czarodzieja". Po prostu się boję... Nie samej treści - tę rozumiem i aprobuję, ale obok treści jest taki jakiś mrok (to słowo najbardziej mi pasuje), który wywołuje lęk. A może tak ma być? Jeśli się nadużyje władzy i bezrozumnie szafuje potęgą to świat wokół po prostu jest mroczny?

Najbardziej szanuję i podziwiam Henryka Goldszmita za patrzenie na dziecko jak na partnera, stosowanie dyskusji jak równy z równym i ewidentną miłość do dzieci. Nie ma dziecka, jest człowiek! Oprócz stosunku do dzieci zawsze patrzyłam z podziwem na cierpliwą i stałą postawę tolerancji i prób zbliżenia Polaków i Żydów. Myślę, że śmiało można by tu sparafrazować i powiedzieć: "Nie ma Żyda czy Polaka, jest człowiek". Za co jeszcze go kocham? Za to, że został w Polsce chociaż było mu ciężko znosić przejawy segregacji, nietolerancji i antysemityzmu. Poważnie rozważał wyjazd do Palestyny, ale został. Ważniejsze były dzieci... I za to jeszcze, że potrafił dla dzieci (i polskich i żydowskich) żebrać, płaszczyć się, manipulować bogatymi Warszawiakami, tak aby poczuli snobistyczną przyjemność z dobroczynności na rzecz Naszego Domu i Domu Sierot. To nie było przyjemne, ani łatwe...