Prace konkursowe

niedziela, 21 października 2012
Autor: Aga, blog: Nasz cały świat

Sa rozne straszne rzeczy na swiecie, ale najstraszniejsze, gdy dziecko boi sie ojca, matki, wychowawcy...
Boi sie - zamiast kochac. Zamiast szanowac!
- Janusz Korczak

Stary Doktor wyglosil kiedys wyklad pt. Serce dziecka, skierowany do studentow pedagogiki.
Pelnil  w tym czasie funkcje dyrektora warszawskiego Domu Sierot.
Na wyklad zabral ze soba czteroletniego chlopca, wychowanka owego sierocinca.
Chlopiec bal sie tylu obcych ludzi patrzacych na niego.

'Przyjrzyjcie sie i pamietajcie. Tak wyglada i tak reaguje  serce dziecka, kiedy sie boi - i jeszcze bardziej gdy dorosly sie gniewa na nie, a zwlaszcza wtedy, kiedy obawia sie, ze zostanie ukarane'.

Trzymajac chlopca za reke i kierujac sie w strone drzwi, dodal: 'To wszystko na dzisiaj'. Nie trzeba bylo dalszych komentarzy - te lekcje wszyscy zapamietali do konca zycia'.

[A Voice for the Child: The Inspirational Words of Janusz Korczak]

Autor: Polonisty, blog: Polonisty

Oto Hersz (Henryk) Goldszmit, znany jako Janusz Korczak. Urodził się 22 lipca 1878 albo 1879 roku. Przyczyną tej niepewności jest zaniedbanie przez ojca (adwokata!) formalności metrykalnych. Sięgając do wspomnień o swoim szczęśliwym dzieciństwie, Korczak przywołuje w "Pamiętniku";

„Byłem dzieckiem, „które godzinami może bawić się samo”, dzieckiem, o którym „nie wie się, że dziecko jest w domu.”

[Pamiętnik[1]]

„Klocki (cegiełki) otrzymałem, mając lat sześć; przestałem się nimi bawić, mając lat czternaście. – Jak ci nie wstyd? Taki stary chłop. – Wziąłbyś się do czego. – Czytaj.(…) Mając piętnaście lat wpadłem w szaleństwo, furię czytania. Świat znikł sprzed oczu, tylko książka istniała...”

[Pamiętnik]

„Mając lat siedemnaście zacząłem nawet pisać powieść .”Samobójstwo”. Bohater znienawidził życie w obawie obłędu. Bałem się panicznie szpitala wariatów, do którego ojciec mój parokrotnie był kierowany. A więc ja syn obłąkanego. A więc dziedzicznie obarczony. Parę dziesiątków lat i podotąd myśl ta mnie okresami dręczy. Zbyt kocham swoje szaleństwa, by nie przerażała mnie myśl, że ktoś wbrew mej woli próbować będzie mnie leczyć.”

[Pamiętnik]

„Mówiła matka: – Ten chłopiec nie ma ambicji. Jemu wszystko jedno, co je, jak się ubierze, czy bawi się z dzieckiem swojej sfery, czy ze stróżkami. Nie wstydzi się bawić z małymi.”

[Pamiętnik]

"Jestem nie po to, aby mnie kochali i podziwiali, ale po to, bym ja działał i kochał. Nie obowiązkiem otoczenia pomagać mnie, ale ja mam obowiązek troszczenia się o świat, o człowieka."[2]

W piątej klasie młodziutki Korczak rozważa myśl o napisaniu "wielkiego studium »Dziecko«".

"Nie mam jeszcze dzieci, a już je kocham”[3]

Udziela korepetycji, aby pomóc rodzinie podczas choroby ojca i po jego śmierci. Wspomni w "Prawidłach życia":

"Ja byłem bogaty, kiedy byłem mały, a potem już biedny, więc znam i to, i to."[4]

1899 Pierwszy sukces. Za sztukę "Którędy" Korczak otrzymuje wyróżnienie w konkursie dramatycznym im.Paderewskiego.

1899 Korczak pisze reportaż "Nędza Warszawy";

"Bezczyn jest wynikiem brudnego egoizmu lub skutkiem powierzchownego rozumowania (...). Kto pogniewa się na tych ludzi za to, że nie są podobni do wyśnionego ideału. (...) Tak, ciemni są oni, prości, rażą nas na każdym kroku: mową i czynami, brakiem oświaty i ogłady, ale spójrzmy na nich przez pryzmat miłości (...), wówczas razić przestaną."[5]

W 1904 r. po raz pierwszy wyjeżdża z grupą chłopców żydowskich na kolonie.

"(…) dziecko, które na kolonii nauczyło się śmiać lub bawić z rówieśnikami, rozumieć żart i śmiało patrzeć w oczy, przyznać się do winy bez obawy i nie drżeć, gdy usłyszy podniesiony głos osoby dorosłej (...) to duża duma dla dozorcy”[6]

W 1905 roku otrzymuje dyplom lekarza i rozpoczyna pracę w Szpitalu dla Dzieci im. Bersonów i Baumanów przy ul. Śliskiej 51. Kiedy wybucha wojna rosyjsko-japońska, zostaje wysłany na front w Mandżurii.

"Raz zimowym rankiem szedłem po ulicach Łodzi, gdy robotnicy milcząc dążyli do fabryk. To oni - ci sami - tam wytwarzają towar, tu walczą o rynki dla niego. Toć ta wojna, jeśli już najstronniej ją sądzić - jest wojną kolonialną - o jarmarczne budy dla łódzkich i moskiewskich perkali". [7]

W 1911 roku przebywa przez miesiąc w Londynie. Zwiedza szkołę i przytułek dla dzieci w Forest Hill. Po latach, w liście do przyjaciela napisze:

"Przypominam sobie chwilę, gdy postanowiłem nie zakładać własnego domu. Było to w parku koło Londynu. Niewolnik nie ma prawa mieć dzieci. Żyd polski pod zaborem carskim. I zaraz odczułem to jako zabicie samego siebie. Z siłą i mocą poprowadziłem swoje życie, które było na pozór nie uporządkowane, samotne i obce. Za syna wybrałem ideę służenia dziecku i jego sprawie. Na pozór straciłem."[8]

W 1912 roku zostaje dyrektorem Domu Sierot.

„Powiedział mi chłopiec, opuszczając Dom Sierot: - Gdyby nie ten dom, nie wiedziałbym, że są na świecie ludzie uczciwi, którzy nie kradną. Nie wiedziałbym, że można mówić prawdę. Nie wiedziałbym, że są na świecie sprawiedliwe prawa.”

[Pamiętnik]

1914-1918 Korczak pracuje nad publikacją „Jak kochać dziecko”;

„Wychowawca, który nie wtłacza, a wyzwala, nie ciągnie, a wznosi, nie ugniata, a kształtuje, nie dyktuje, a uczy, nie żąda, a zapytuje, przeżyje wraz z dzieckiem wiele natchnionych chwil, łzawym wzrokiem nieraz patrzeć będzie na walkę anioła z szatanem, gdzie biały anioł tryumf odnosi.”[9]

Około 1918. Do odchodzących wychowanków mówi:

"Nic wam nie dajemy. Nie dajemy Boga, bo Go sami odszukać musicie we własnej duszy, w samotnym wysiłku. Nie dajemy Ojczyzny, bo ją odnaleźć musicie własną pracą serca i myśli. Nie dajemy miłości człowieka, bo nie ma miłości bez przebaczenia, a przebaczać - to mozół, to trud, który każdy sam musi podjąć. Dajemy wam jedno: tęsknotę za lepszym życiem, którego nie ma, ale kiedyś będzie, za życiem Prawdy i Sprawiedliwości. Może ta tęsknota zaprowadzi was do Boga, Ojczyzny i Miłości."[10]

1919 na łamach "Głosu Nauczycielskiego" Korczak porusza problem bicia dzieci w szkole;

"Wiara w pięść zabija szacunek dla intelektu, uczucia człowieka, oślepia i rozjątrza. (...) Nie: moich uczniów nie wolno bić rodzicom. Moich najgorszych nawet nie oddam na poniewierkę i kalectwo do Studzieńców.”[11]

1919-1920 W czasie wojny polsko-radzieckiej Korczak pracuje w szpitalu epidemicznym w Łodzi i w Warszawie. Tam zaraża się tyfusem plamistym. Od niego zaraża się pielęgnująca go matka i umiera. Dzięki odręcznemu odpisowi Marii Falskiej zachowała się "Modlitwa wychowawcy", którą Korczak napisał 27 kwietnia 1920 roku.

"Daj dzieciom dobrą wolę, daj wysiłkom ich pomoc, ich trudom błogosławieństwo. Nie najłatwiejszą prowadź ich drogą, ale najpiękniejszą. A jako prośby mej zadatek przyjmij jedyny mój klejnot: smutek. Smutek i pracę."[12]

Na Walnym Zgromadzeniu Członków Stowarzyszenia "Nasz Dom", Korczak mówi:

"Wychowanie współczesne przenika zasada, że wychowawca odpowiada przed społeczeństwem za dzieci. Pragniemy oprzeć wychowanie na zasadach, gdzie wychowawca odpowiadałby przed dziećmi za społeczeństwo."[13]

1925 Korczak wydaje książkę „Kiedy znów będę mały”;

„Powiadacie: – Nuży nas obcowanie z dziećmi. Macie słuszność. Mówicie: – Bo musimy się zniżać do ich pojęć. Zniżać, pochylać, naginać, kurczyć. Mylicie się. Nie to nas męczy. Ale – że musimy się wspinać do ich uczuć. Wspinać, wyciągać, na palcach stawać, sięgać. Żeby nie urazić.”[14]

***

„Jeśli będę jeszcze nauczycielem, nigdy nie będę wyrywał ucznia, który ma zmartwienie. Niech myśli, niech się uspokoi, niech sobie odpocznie.”[15]

16 lipca 1926 roku Korczak zostaje odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W „Małym Przeglądzie” pisze;

[Artykuł wstępny] Do moich przyszłych czytelników! (...) Wszystko będzie ciekawe. Pismo drukować się będzie na maszynie rotacyjnej. Nie wiem dobrze, co to jest maszyna rotacyjna, ale wszystkie wielkie dzienniki drukują się na takich maszynach. (...) Redaktorów będzie trzech. Jeden stary (łysy, w okularach), żeby nie było bałaganu. Drugi – młody redaktor dla chłopców i jedna dziewczynka – redaktorka dla dziewczynek. - Żeby się nikt nie wstydził, a każdy mówił szczerze i głośno, czego mu potrzeba, jaka mu się krzywda dzieje, jakie ma zmartwienia i troski. (...) Ja w ogóle nie wiem jeszcze, jak będzie. Układam dopiero w głowie, żeby było najlepiej. - Gdybym pisał prospekt dla dorosłych, musiałbym udawać, że wiem. A udawać nie lubię.”[16]

1928 Korczak wydaje „Króla Maciusia I”;

— Wygrana wojna to wielkie niebezpieczeństwo — mówił król jakby do siebie. — Najłatwiej zapomnieć wtedy, po co się jest królem. — A po co się jest królem? — naiwnie zapytał się Maciuś. — Przecież nie po to, żeby nosić koronę, tylko żeby dać szczęście ludności swego państwa. A jak dać szczęście? Wprowadza się różne reformy. „Oho — to ciekawe" — pomyślał Maciuś. - A reformy — to najtrudniejsze, tak, to najtrudniejsze.”[17]

***

„Wasze królewskie mości. Ja was pobiłem i nie wziąłem żadnej kontrybucji, a teraz proszę, żebyście mi pożyczyli pieniądze. Wiec nie bądźcie świniami i pożyczcie. Król Maciuś Pierwszy Reformator”[18]

1931 w teatrze Ateneum wystawiona zostaje sztuka autorstwa Korczaka – „Senat szaleńców. Humoreska ponura”;

„(…)na budkę z wodą sodową trzeba mieć koncesję. Legitymacje, kwalifikacje, kapitał zakładowy, kontrola”, a „rodzi każdy, kto chce i ile chce”[19]

1934 Stary Doktor wydaje „Kajtusia czarodzieja”;

„Bo pewnie jest tak, że w prawdę trzeba wierzyć, a w bajkę chce się wierzyć; w bajkę i ładny sen. I to się nazywa marzenie.”[20]

W grudniu 1934 rozpoczyna się cykl audycji radiowych Starego Doktora - Gadaninki. Zachował się maszynopis tekstu ostatniej audycji:

"Dziś Stary Doktor mówi do Was po raz ostatni na falach radiowych. Z pewnością zapytacie: dlaczego? Bo stary, sterany i bo serce od czasu do czasu robi:puk... puk. Trochę szybciej i trochę mocniej niż wczoraj, przed miesiącem, przed rokiem... A pracy dużo, bardzo dużo."[21]

W 1937 roku Korczak otrzymuje Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury i zastanawia się nad wyjazdem do Palestyny;

"Niestety, będąc w Polsce nie wierzę, bym mógł przydać się na coś, a żyć wygodnie nie potrafię. Wstydzę się, że mam coś jeść, gdy wiem, że dzieci są głodne, i brzydzę się, gdy uśmiechnę się, gdy tyle udręczonych młodych twarzy. (...) Łudzę się może, że raźniej mi będzie właśnie z Palestyny wezwać o sprawiedliwość."[22]

W 1938 roku wydaje „Upartego chłopca”;

"»Upartego chłopca« napisałem właśnie teraz - w czasach, kiedy szał hitlerowski szerzy się wokoło. Pisałem po to, by dzieci teraz dorastające wiedziały, że są także na świecie inni ludzie, którzy poświęcili i poświęcają życie (...) nie na to, by unicestwić człowieka, lecz by wyzwolić go, żeby wzbogacić i uszlachetnić istotę ludzką”[23]

W 1939 o konieczności noszenia gwiazdy Dawida na ramieniu pisze;

"Ja nie mam nic przeciwko temu pięknemu godłu, ale przecież intencją tych, którzy każą Żydom nosić opaskę na rękawie, jest poniżenie, pohańbienie zarówno tego znaku, jak i tych, którzy go noszą."[24]

Od stycznia 1940 roku, z przerwami, pisze "Pamiętnik". Wstrząsający dokument autobiograficzny, świadectwo czasu, splot wspomnień i zamierzeń literackich, wreszcie kronika zagłady:

"I nie ma we mnie zdrowego kawałka. Zrosty, bóle przepukliny, blizna, rozłażę się, skwierczę, pracuję, żyję."

***

„Nawet podczas wojny lepiej iść prostą drogą. Lepsza jest, bo bezpieczniejsza i trudna tylko z początku”

***

„Stary jestem, ilekroć wspominam przeszłość, lata i zdarzenia ubiegłe. Chcę być młody, więc układam plan na przyszłość. Co zrobię po wojnie? Może powołają mnie do współpracy w budowie nowego ładu w świecie albo w Polsce? – Jest to bardzo wątpliwe. I nie chcę tego. Musiałbym urzędować, więc niewola przymusowych godzin pracy i kontaktów z ludźmi, jakieś gdzieś biurko, fotel i telefon. Strata czasu na bieżące, powszednie, małe sprawy i zwalczanie małych ludzi z ich małymi ambicjami, protekcjami, hierarchią, celem.”[25]

6 sierpnia 1942 Korczak, Wilczyńska, współpracownicy i dwustu wychowanków zostają wyprowadzeni z Domu na Umschlagplatz i stamtąd wysłani do Treblinki.

„Szedł przodem tego tragicznego pochodu. Najmłodsze dziecko trzymał na ręku, a drugie maleństwo prowadził za rączkę (…) Trzeba tylko pamiętać, że droga z Domu Sierot na Umschlagplatz była długa. Trwała cztery godziny. Widziałam ich, kiedy z ulicy Żelaznej skręcali w Leszno. Dzieci były ubrane odświętnie. Miały na sobie niebieskie drelichowe mundurki. Cały ten orszak kroczył czwórkami, sprężyście, miarowo, dostojnie na Umschlagplatz – na plac śmierci! Kto miał prawo wydać taki wyrok? (…) A świat milczał! A milczenie czasem znaczy przyzwolenie na to, co się dzieje...”

[opisuje ostatnią drogę Korczaka Anna Mieszkowska w książce „Dzieci Ireny Sendlerowej”]

***

"Odeszli razem, jak Janusz Korczak i jak Wilczyńska, strzegąc swych dzieci, Gdzie by nie chcieli nawet rodzice... Sterta papierów została po nich."

["Pieśni o zamordowanym żydowskim narodzie" Icchaka Kacenelsona (przeł. Jerzy Ficowski)]


przypisy

sobota, 20 października 2012
Autor: Scathach, blog: Lego ergo sum

Tytuł: Pamiętnik i inne pisma z getta

Autor: Janusz Korczak
ISBN:  978-83-7747-747-2
Wydawnictwo: W.A.B. - dziękuję!
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 304

Wyjątkowy to pamiętnik. Wyjątkowy, bo opisujący życie osoby nieprzeciętnej, postaci z krwi i kości, która po dziś dzień fascynuje i która wciąż na nowo jest odkrywana. Rok 2012, nazwany rokiem Korczakowskim, pełni funkcję dwojaką: przypomnienie sylwetki Starego Doktora, ale też ponowne szerzenie jego myśli pedagogicznej, w której priorytetem staje się dziecko i jego potrzeby, dziecko traktowane podmiotowo. W związku z obchodami tego roku, na rynku co rusza pojawiają się kolejne publikacje przybliżające tę znaną postać i jego działalność. Jednym z ważniejszych, moim zdaniem, świadectw tego czasu jest Pamiętnik i inne pisma z getta, przybliżający postać autora w sposób najdoskonalszy z możliwych, bo za sprawą jego własnych słów, a nie sztucznie wytwarzanych biografii.

Nazwać książkę tę jedynie memuarem, to mało. Tak naprawdę bowiem jest to nośnik ideologii i światopoglądu Korczaka, przedstawiony w sposób dość zawoalowany nawet dla samego twórcy. W niczym nie przypomina od pamiętników typowych, zawiera raczej strzępki informacji wyrwanych z kontekstu, których zrozumienie i osadzenie w konkretnej rzeczywistości umożliwiają doskonałe i obfite przypisy oraz przynajmniej minimalna znajomość biografii autora. To summa życia człowieka niezwykłego, pełnego pasji, zaangażowania i zmierzającego wprost ku wymierzonym celom, na przekór powszechnego uwikłania w politykę i sprawę eksterminacji. Chaos myśli, szczątkowe informacje, „dziecięce” i niecierpliwe przeskakiwanie z tematu na temat, to wyróżniki stylu Korczaka, a jednocześnie elementy, które w dużym stopniu utrudniają pierwszą lekturę publikacji.

Po pierwszej części Pamiętnika, sam Korczak z rozbrajającą i dojmującą szczerością zamieszcza taki oto komentarz:

Przeczytałem. Z trudem zrozumiałem. A czytelnik? Nie dziw, że pamiętnik niezrozumiały dla czytelnika. – Czyż można rozumieć cudze wspomnienia, obce życie. Zdaje się, że ja bez trudu winienem wiedzieć, co piszę. Ba. Czy można rozumieć własne wspomnienia?[1]

Z tym odautorskim wskazaniem, wchodzimy tutaj na grunt niezwykle delikatny. Problem wspomnień, które są na tyle bolesne, że przystoi o nich mówić jedynie ze ściśniętym gardłem; wspomnień tak brutalnych, ze następuje ich wyparcie albo też – heroiczna próba zrozumienia własnej i cudzej, niezwykle smutnej i wypełnionej bezbrzeżnym cierpieniem przeszłości. W tekstach będących summą wydarzeń wojennych nie brakuje tego typu refleksji, z których płynie jeden, niezmienny wniosek: nie jesteśmy w stanie zrozumieć innych, bo nie jesteśmy w stanie zrozumieć nawet samych siebie – swoich decyzji, swojej sytuacji, swojego położenia. Przebywanie w getcie, będące przejawem ewidentnego rasizmu, tak mocno dającego się we znaki w czasie II wojny światowej, to cierpienie niezawinione, niezależne od poszkodowanych. Determinizm, społeczne przyzwolenie na zło, odwieczne pytanie unde malum? – te pojęcia przychodzą na myśl podczas głębszego zastanowienia się nad kwestią żydowską w początkach XX wieku i to one, po raz kolejny, wypływają w czasie lektury książki Korczaka, książki spisywanej od roku 1942, już podczas jego pobytu w getcie warszawskim, gdzie w dalszym ciągu, z niezachwianą wiarą i oddaniem, starał się wspierać dzieci z Domu Sierot, który założył wraz z wspomnianą wielokrotnie na kartach te publikacji Stefanią Wilczyńską, a który za cel stawiał sobie uzyskanie wśród dzieci postaw pożądanych, za sprawą tworzenia sytuacji, które miały ułatwić im zmianę swojego dotychczasowego zachowania. Korczak nie stawia pytań o sens wojny i cierpienia wprost. Raczej zamieszcza je między wierszami, między własnymi obserwacjami, uwagami, nieraz bardzo dosadnymi. Nie jest wyrazicielem ogólników, częściej każe się domyślać, zastanawiać, doszukiwać w innych źródłach.

Myśl pedagogiczna Korczaka, wielkiej osobistości, przewija się raz za razem na każdej ze stronic. Wydawać by się mogło, że często podświadomie, autor dawał wyraz swoim przekonaniom, wplatając je w ciąg wspomnień, które w żaden sposób nie mogą oficjalnie uchodzić za wyrazicieli jego ideologii..

Pamiętnik, to świadectwo Holocaustu, świadectwo Zagłady, świadectwo warunków życia w getcie już w końcówce jego istnienia, przed ostateczną likwidacją. Książka ta, choć stanowi niezwykłą summę, daleka jest od typowych wspomnień tamtego okresu. Forma pamiętnika urywanego, zdań niepełnych, sprawiających momentami wrażenie pisanych w pośpiechu, sprawia, że książka ta robi jeszcze bardziej piorunujące wrażenie.

Nie sposób podczas lektury, uciec od atmosfery posępności, dojmującego smutku, szerzącej się niesprawiedliwości, okrucieństwa i dehumanizacji. Odczłowieczenie przejawiające się w karygodnym traktowaniu dzieci, odmawianiu im dostępu do lekarstw, to tylko wierzchołek góry lodowej, to jedno z wielu zachowań będących w owych czasach na porządku dziennym. Stanowiły one rzeczywistość, której nikt nie potrafił się sprzeciwić. Stary Doktor w swojej relacji sprawia wrażenie osoby odciętej od wojny jako takiej. Bardziej interesowały go sprawy Domu Sierot, w które zaangażowany był bez reszty, w swym surowym przekazie nie zdarza mu się wcale odwoływać do tego, co być może działo się za murami getta. Interesowało go „tu i teraz”, niesprawiedliwość miejsca, w które został sztucznie wtłoczony.

Książce tej niezwykle pomagają dodatki ilustracyjne, jakimi są reprinty dokumentów, kopie zapisków na maszynie, fragmenty listów, plan getta oraz szereg fotografii. Wszystko czarno-białe, surowe, podkreślające rangę tego dokumentu, jakim niewątpliwie stał się Korczakowski memuar. Prócz relacji pamiętnikarskiej, znajdziemy w publikacji tej również „inne pisma z getta”, którymi są listy, sprawozdania, luźne przemyślenia, podania. Choć w dużej mierze są to teksty użytkowe, nie brak w nich także charakterystycznej dla Korczaka pisarskiej formy.

Każdy dzień, nie tylko wczorajszy, to książka – to gruby zeszyt, rozdział, który starczy na lata.[2]

Korczak, w publikacji tej jawi się jako zwykły-niezwykły człowiek, walczący o godne warunki dla sierot, staczający codzienną małą wojnę o byt, obdarty jest jednak z patetyczności. Jego działania wydają się jak najbardziej naturalne, odruchowe i konieczne. Nie jest superbohaterem, lecz człowiekiem z krwi i kości, którego również dopaść może bezradność, niemożność działania, poczucie „związanych rąk”, zmęczenie, ale na szczęście nigdy nie rezygnacja. Co fascynuje, to fakt, że w tak trudnych, brutalnych warunkach, Starego Doktora wciąż stać na swoistą afirmację życia, na bardzo ciepłe spojrzenie na świat, wciąż zdolny jest do budowania zdań aforystycznych i uniwersalnych, przepełnionych mądrością:

Żołądek jest głodny, jeżeli mu nie dać pokarmu, jeżeli jest pusty i nie ma w nim jedzenia – a serce jest głodne i smutne, i pełne tęsknoty, jeśli nie ma w nim miłości.[3]

Smutne i piorunujące jest zakończenie pamiętnika. Ostatnie słowa Korczaka, to na pozór błahe zwroty:

Podlewam kwiaty. Moja łysina w oknie - taki dobry cel? Ma karabin. - Dlaczego stoi i patrzy spokojnie?[4]

Trywialność ta w zestawieniu z brutalną rzeczywistością, to ostatni przekaz Starego Doktora. Kolejnego dnia po ich zapisaniu, zmierzał już wraz ze swoimi podopiecznym na Umschplatz. Finał znamy wszyscy.


[1] Janusz Korczak, Pamiętnik i inne pisma z getta, W.A.B., Warszawa 2012, s.94

[2] Tamże, s.112

[3] Tamże, s.272

[4] Tamże, s.140

 
1 , 2 , 3